MentalZone

Dzięki temu zły dzień nie jest taki zły

Mateusz Kosmaczewski1 comment186 views
Dzięki temu zły dzień nie jest taki zły

Zły dzień ma każdy, to jest fakt. Potrafi on zburzyć spokój jak kamień rzucony w taflę jeziora. Nigdy nie wiesz, co się wtedy wydarzy. W powieściach fantasy burząc ład i spokój jeziora można wybudzić legendarnego potwora, z którym będzie trzeba się zmierzyć. W rzeczywistości również trzeba się przeciwstawić i walczyć z „potworem”, który tego dnia nas zaatakował. Złe dni zaburzają umysł, jesteś wtedy jak we mgle…

Marazm i iluzja, te wszystkie obrazy podsyłane przez naszą głowę sprawiają, że świat spowity jest w czarnych barwach. Depresja, nostalgia i niechęć do wszystkiego. To tylko jedna strona medalu, człowiek jest bezsilny i najchętniej by zniknął. Druga strona medalu to zupełne inne pokłady energii, złość, frustracja, gniew. Powodują one, że człowiek nagle czuje przypływ energii i działa. Chce wyrzucić z siebie całą żółć, jaka go trawi więc zaczyna działać. Zły dzień, różne energie, odmienne stany świadomości.

Mroczną ścieżką kroczę, wodzę dookoła bystrym wzrokiem.

Światła szukam, do przodu idę, potykam się i padam.

Na kolana wodząc wzrokiem.

Myśli niespokojne w głowie huczą,

Ciężar niesłychany, przygniata, nieubłagany.

Cień ogarnia, Czarny Pan swymi rękami po mnie sięga.

Oddech jego zimny, kark sztywnieje, krew w żyłach mrozi,

Stróżki potu na ciele, łza szklista po policzku spływa,

Potok łez mnie zalewa.

Wzrok podnoszę, ciężki, znużony, by poczuć cząstkę mej duszy.

Ona serce nagle poruszy.

Gdzieś w oddali, przez ciemność i czerń, między wieloma drogami,

Punkt jaskrawy.

Wstaję ociężały, mięśnie zdrętwiałe, ciało obolałe, na barkach jakby dźwigając świat cały,

Ku światły zmierzam, może i wyimaginowanym.

Biegnij

Jeszcze nie tak dawno temu sporo biegałem. Wielu pytało się mnie wtedy, dlaczego biegam. Odpowiedzi było wiele, „bo lubię”, „bo dbam o siebie” itd. Wtedy tak myślałem i w zasadzie wiele się nie zmieniło, prócz priorytetów sportowych. Jednak, gdy zacząłem „badać siebie” doszedłem do wniosku, że bieganie stało się dla mnie terapią. Złotym środkiem, który sprawiał, że zły dzień nie jest taki zły.

W te dni zakładałem buty i biegłem. Wyrywałem się z objęć marazmu i bezradności. Po prostu biegłem. Momentami przyspieszałem, czułem mięśnie, czułem bicie serca, czułem płuca jak wypełniają się powietrzem. Umysł znajdował się w innym stanie. Perspektywa się mocno zawężała. Byłem tylko ja. Nic innego się nie liczyło. Muzyką dla mnie był odgłos stopy uderzającej o podłoże, bicie serca i oddech. W tamtym momencie była to najwspanialsza muzyka, jaką mogłem usłyszeć.

Problemy znikały, liczyłem się tylko ja i bieg. Nic więcej. Uczucia i emocje wylewały się ze mnie. Nawałnica tych wszystkich stanów, jaka przeze mnie przechodziła była jak burza. Odzwierciedlało się to tempem biegu oraz dystansem.

Nieświadomie odkryłem sposób na radzenie sobie ze złymi dniami. Bieganie stało się terapią, odskocznią od rzeczywistego świata.

Stop

Zły dzień ma początek i koniec. Przecież po burzy zawsze jest słońce, po dniu jest noc. Cykle, nic innego. Wszystko ma swój określony czas, tylko jego postrzeganie jest zupełnie inne, gdy do głosu dochodzą emocje oraz uczucia. Randka z ukochaną osobą mija strasznie szybko, jakby trwała 5 min, a w rzeczywistości trwała 2h. Ostatnie 10s walki zawodnika trwa wieczność, bo tak to odczuwa, a rzeczywistość mówi „to tylko 10s”.

Kiedy biegałem w zły dzień czas przestał dla mnie istnieć. Po prostu zatapiałem się w chwili obecnej. W głowie nie toczyła się bitwa wewnętrznych głosów, była cisza. Jednak emocje i uczucia trawiły mnie od środka. Powstawała energia, którą wykorzystywałem do swoich celów. Dobrze ją ukierunkowałem. Zazwyczaj nie były to krótkie biegi, potrzebowałem czasu, aby odreagował. Dystans, jaki przebiegałem mieścił się w przedziale między 20 a 30 km. Dopiero, gdy emocje opadały zaczynałem odczuwać zmęczenie.

Wtedy głos w mojej głowie mówił „stop”. Koniec, zły dzień w tym momencie się kończył, a głowa była wolna od trosk i zmartwień. Zmącona wcześniej woda uspokajała się. A rzeczywistość i jej problemy?

Były cały czas, ale łatwiej było mi sobie z nimi poradzić, ponieważ umysł był świeży. Gdy tak się dzieje skupienie zmienia kierunek nie na problem (często przytłacza), a na możliwe efektywne rozwiązanie. Czysty umysł, wolny od obciążenia emocjonalnego i iluzji (wyolbrzymionego w głowie problemu oraz scenariuszy) jest efektywniejszy w pracy nad rozwiązaniem. Tam kieruje swoją energię.

Zły dzień

Może dla Ciebie to jest śmieszne, może nie wierzysz w to, co przeczytałeś i wiesz, co? Bardzo dobrze. Na pewno masz złe dni i to jest fakt. Wiesz dokładnie jak bardzo potrafią one przytłoczyć. Dla mnie zawsze sport będzie odskocznią oraz kartka papieru. Wiem jedno nie możesz kumulować sobie emocji i ich tłamsić. Pozwól im ujść. To możesz kontrolować i na to masz wpływ. Inaczej balon z emocjami cały czas będzie się napełniał. Tak długo, aż nie pęknie. Wtedy możesz podjąć wiele złych decyzji, a ich skutki będziesz dźwigał przez całe życie.

Zły dzień wcale nie musi być zły. Może być trochę lepszy.

 

 

Mateusz Kosmaczewski
Jestem trenerem, szkoleniowcem, motywatorem, mówcą. Mówią, że jestem psychologiem, że dobrze znam się na relacjach międzyludzkich, że jestem mentorem i autorytetem. Ekspertem w tym co robię. Ciągle młody, zawsze dziecko, radosny i pogodny, przepełniony pasją, ale też cyniczny i ironiczny. Introwertyk.
  • Różnie mi się układa z bieganiem. Czasem się lubimy, czasem wręcz przeciwnie, ale masz zdecydowaną rację. Gdy miałam złe dni i na tyle siły, i rozsądku by ubrać buty do biegania i wybiec nim myśli to zbojkotowały wracałam zawsze w o niebo lepszym nastroju.