All tagged slow

Październikowe okruszki

I to już, tak po prostu? To się dzieje tak mimochodem? Akceptowanie siwych włosów i zmarszczek jest teraz zdecydowanie w trendzie, ale to tak naprawdę są powierzchowne zmiany. Łatwo je przyjąć, potraktować jako wyraz wyznawanego światopoglądu. Ale to, że oko, które całe życie pięknie ostrzyło, nagle nie ostrzy? Że ta chrząstka w kolanie to się już sama z siebie nie zregeneruje?

Moje sposoby na slow na co dzień

Myślę o tym blogu jako miejscu, w którym mogę dzielić się z Wami moimi (i nie tylko) sposobami na włączenie trybu slow. Na razie większość tych rzeczy pozostaje w sferze pomysłów, czekają zapisane na kartce, aż będę miała przestrzeń, by się nad nimi pochylić. Ale kiedy zaczęłam się zastanawiać, od czego zacząć, przyszło mi do głowy, że od czegoś zupełnie innego :)

Wrześniowe okruszki

To nie latem, to jesienią pojawia się we mnie to intensywne pulsowanie, które każe spakować plecak i ruszyć w drogę.
Nie chodzi o ucieczkę przed błotem i szarością do słońca i błękitnego nieba. Ani o szybką teleportację na drugi koniec świata. To chęć wyjścia z domu i bycia w drodze. Godzin w pociągu z policzkiem przyklejonym do szyby. Brnięcia przez kałuże i zeschnięte liście. Wdychania porannego chłodu i naciągania czapki mocniej na uszy. Snu wciąż sklejającego powieki o jakiejś bezbożnej godzinie, gdy już trzeba być na peronie i czekać na pociąg.

Marcowe okruszki

W ciągu ostatniego tygodniach w rozmowach z bardzo różnymi osobami powracała jedna myśl: „Strasznie długi był ten marzec”. Ano był, to prawda. Nie wiem, czy strasznie, bo dla mnie to była akurat długość całkiem przyjemna – taka wynikająca z wypełnienia sensowną i przyjemną treścią. Kiedy zamykam oczy i myślę o tym, jak ten miesiąc wyglądał, to widzę dużo słońca. Dużo spacerów i obserwacji przyrody, zmieniającej się dosłownie z dnia na dzień. I dużo, dużo działania, dobrego i sensownego. Tak jakbym obudziła się z zimowego snu, który trwał zdecydowanie dłużej niż tylko jedną zimę.

Wyjazd z jogą – co może nam dać?

Chwilami mam wrażenie, że wszyscy organizują wyjazdy z jogą (ja też ;)). Nawet teraz, mimo pandemii, w internecie jest pełno ogłoszeń wyjazdów – w każdym możliwym terminie, w każdym możliwym miejscu i w każdym możliwym stylu jogi. Ta popularność niewątpliwie z czegoś wynika. Jedni powiedzą, że z mody, inni, że z zapotrzebowania, co zresztą wcale się nie wyklucza. Żeby było jasne, nie widzę w tym nic złego. Może zabrzmi to niezbyt obiektywnie, ale zupełnie szczerze uważam, że wyjazd z jogą to jedna z fajniejszych opcji na krótki urlop poza miastem.

W tempie slow

Dawno nic tutaj nie pisałam – a już bardzo dawno nie robiłam tego regularnie. Nie wynika to bynajmniej z braku czasu (choć miałam w ciągu ostatniego pół roku kilka naprawdę intensywnych momentów – ale, no właśnie, momentów) – raczej z tego, że doszłam do ściany. Zablokowała mnie potrzeba dookreślenia mojej tu działalności. Nazwania tego, czym się właściwie chcę z Wami dzielić. O czym pisać. Czemu akurat o tym. I czego możecie się po tym miejscu w sieci spodziewać.