All tagged dbanie o siebie
Myślę o tym blogu jako miejscu, w którym mogę dzielić się z Wami moimi (i nie tylko) sposobami na włączenie trybu slow. Na razie większość tych rzeczy pozostaje w sferze pomysłów, czekają zapisane na kartce, aż będę miała przestrzeń, by się nad nimi pochylić. Ale kiedy zaczęłam się zastanawiać, od czego zacząć, przyszło mi do głowy, że od czegoś zupełnie innego :)
Coraz częściej mam wrażenie, że z każdej strony ktoś proponuje nam zawsze skuteczny sposób na jakąś bolączkę. Różne głosy mówią nam, jak powinnyśmy jeść i spać, jak wykonywać asany, jak prawidłowo chodzić, leżeć i stać, jak mają wyglądać nasze wieczory i poranki. Brakuje mi w tym wszystkim zwracania uwagi na to, że nie ma jednego właściwego sposobu na... – tu możesz wstawić cokolwiek Ci przyjdzie do głowy. Jesteśmy różne, mamy różne życia, różne doświadczenia i różne potrzeby. Byłoby miło, gdyby różne mądre głowy z mediów społecznościowych oraz autorzy literatury poradnikowej zamiast projektować gotowe scenariusze, dawali nam narzędzia do tego, byśmy mogły same dla siebie znaleźć najlepsze rozwiązania. Brzmi mało realistycznie? Pewnie tak. Ale o tym, że nie jest to niemożliwe, dość łatwo się przekonać – wystarczy sięgnąć po książkę Ciepło Niny Czarneckiej, znanej szerzej jako Blimsien.
Zastanawiałam się trochę, czy ten tekst powinien się tu znaleźć. Ostatecznie jednak doszłam do wniosku, że w pewien szczególny sposób majtki menstruacyjne wpisują się w moje myślenie o slow lajfie. Weźmy choćby sam aspekt ekologiczny. Każda kobieta, która używa tradycyjnych tamponów czy podpasek, doskonale wie, ile co miesiąc produkuje śmieci. Jednocześnie ekologiczne produkty menstruacyjne są dość drogie, co za to dotyka aspektu ekonomicznego.
Czy musimy uczyć się odpoczywania? Zapoznać się najpierw z teorią, żeby móc potem wdrożyć ją w życie? To trochę śmieszne, a trochę straszne, ale wygląda na to – że tak. Dzisiejsze czasy nie sprzyjają odpoczywaniu. A może to my sami kreujemy w naszych głowach taki obraz rzeczywistości? Faktem jest, że co i rusz natykamy się na rozmaite porady dotyczące odpoczynku, kursy czy książki. Na przykład Sztukę odpoczynku autorstwa Claudii Hammond.
Chwilami mam wrażenie, że wszyscy organizują wyjazdy z jogą (ja też ;)). Nawet teraz, mimo pandemii, w internecie jest pełno ogłoszeń wyjazdów – w każdym możliwym terminie, w każdym możliwym miejscu i w każdym możliwym stylu jogi. Ta popularność niewątpliwie z czegoś wynika. Jedni powiedzą, że z mody, inni, że z zapotrzebowania, co zresztą wcale się nie wyklucza. Żeby było jasne, nie widzę w tym nic złego. Może zabrzmi to niezbyt obiektywnie, ale zupełnie szczerze uważam, że wyjazd z jogą to jedna z fajniejszych opcji na krótki urlop poza miastem.
Zmieniające się pory roku wpływają na nasze organizmy – niby wszyscy to wiemy, ale wcale nie zawsze wykorzystujemy tę wiedzę w praktyce. A czasem nawet gdybyśmy chcieli, to nie wiemy, jak się za to zabrać. Żeby ułatwić Wam trochę, poprosiłam Justynę Szydło o napisanie krótkiego tekstu o ajurwedyjskich praktykach na jesień.