Próby i błędy – recenzja książki Bożeny Kowalkowskiej „Poza czasem”
Zdarzyło mi się, podczas prowadzenia zajęć albo pisania, zastanawiać się, czy dzielenie się swoimi doświadczeniami i refleksjami ma w ogóle wartość i sens. Nowa książka Bożeny Kowalkowskiej od pierwszego rozdziału dowodzi, że ma.
Poza czasem to zbiór osobistych historii. Katalog potknięć i wyciągniętych z nich wniosków. Pokazanie ludzkiej strony autorki, która po lekturze jej poprzedniej książki, Odzyskać czas, mogła się wielu czytelnikom wydawać bytem idealnym, mistrzynią organizacji bez wad.
O Odzyskać czas pisałam co nieco tutaj i tam Was odsyłam – szczególnie że bardzo polecam przeczytanie obu tych książek jedna po drugiej, przede wszystkim z opisanego wyżej powodu. Złagodzenie zbioru zasad i wskazówek przez opowieść o dochodzeniu do pewnych rozwiązań, zmienianiu zdania, szukaniu najlepszej opcji ma szansę sprawić, że nawet wyjątkowo opornym łatwiej będzie podjąć próbę wprowadzenia zmian w organizacji swoich obowiązków.
Oczywiście autorka dużo miejsca poświęca wypracowanym przez siebie rozwiązaniom. Wiele z jej myśli zostaje w czytelniku na dłużej (tak w każdym razie było w moim przypadku), zmusza do zatrzymania się, zastanowienia, spojrzenia na różne sytuacje czy schematy powtarzające się w naszej codzienności. To nie konkretne rozwiązania i recepty są jednak najistotniejsze. Jest w tej książce kilka fragmentów bardzo prostych i dość oczywistych, a jednocześnie uwalniających – tak jakby ktoś zdjął Ci ciężar z ramion, mówiąc: „wcale nie musisz robić rzeczy X w sposób Y, a w zasadzie to w ogóle nie musisz jej robić”. A to, że Kowalkowska przyznaje się do swoich prób i błędów (nawet w odniesieniu do poprzedniej książki!), pokazuje, że nie ma jednego rozwiązania idealnego dla wszystkich. Że są różne metody, po które możemy sięgać i sprawdzać, co nam pasuje, a co nie. Że dla kogoś opcją idealną będzie praca w higienicznych warunkach, osiem godzin dziennie, zawsze w tej samej porze, a dla kogoś przeciwnie – kończenie projektu w trybie pracy przez dwadzieścia cztery godziny na dobę, w odcięciu od świata. Że niektórzy z nas uwielbiają pracować rano, a niektórzy wieczorem, i wcale nie oznacza to, że jedni są lepsi od drugich. Chodzi po prostu o to, by poznać siebie, swój rytm i swoje potrzeby. Pamiętać o tym, że wprowadzane przez nas zmiany są nam potrzebne do tego, by mieć czas na prawdziwe życie. I że jest to proces, który w gruncie rzeczy nigdy się nie skończy :) Choć z czasem będzie nam coraz łatwiej.
Zakończę jednym, jedynym zarzutem, jaki mam do tej książki – a konkretnie do jej projektu graficznego. Kowalkowska ma talent do ujmowania swoich spostrzeżeń w bardzo zgrabne i trafne zdania, które aż chce się podkreślać. Uwielbiam to robić, zawsze mam wrażenie, że podkreślanie, zaznaczanie i dopiski na marginesach wspierają mój proces lektury. Niestety projektanci książki wpadli na pomysł, że skoro treść jest pełna zgrabnych sentencji, można wspomóc czytelnika i od razu zaznaczyć to, co ważne.
Pech chce, że fragmenty wybrane przez redakcję nie zawsze zgadzają się z tym, co sama chciałabym zaznaczyć dla siebie… A w dodatku narzuca to irytujące skojarzenia z podręcznikami szkolnymi i przygotowywaniem się do matury. Pozwalam sobie rzucić w przestrzeń życzenie, by przy ewentualnym dodruku książki zrezygnować z tego pomysłu. W końcu każdy czytelnik zasługuje na wolność podkreślania :)